Przejdź do treści
Strona główna » 23 kwietnia wspomnienie św. Wojciecha

23 kwietnia wspomnienie św. Wojciecha

    23 kwietnia – wspomnienie Św. Wojciecha, biskupa i męczennika,
    głównego patrona Polski

    Czy wiesz, że miał być rycerzem?
    Miał znakomite pochodzenie  – po ojcu saskie, po matce – z rodu Przemyślidów. A rycerzem nie został – wg legendy miał zachorować i rodzice wybłagali mu łaskę uzdrowienia w zamian za przeznaczenie do stanu duchownego. Realnie – takie były czasy – gdy można rodzina miała więcej synów/córek, przeznaczała ich do stanu duchownego na opatów/ksieni/biskupów.

    Czy wiesz, że w Europie jest znany i czczony pod imieniem Adalbert?
    W 968 roku papież Jan XIII, za sprawą cesarza Ottona I, ustanowił w Magdeburgu metropolię jako biskupstwo misyjne dla nawracania zachodnich Słowian. Pierwszym arcybiskupem tego miasta został św. Adalbert (+ 981), pod którego opiekę oddano 16- letniego Wojciecha w 972 roku. Święty metropolita tak imponował młodemu Wojciechowi, że ten – z wdzięczności – przybrał sobie jego imię i jako Adalbert figuruje we wszystkich późniejszych dokumentach.

    Czy wiesz kto szedł boso, by wesprzeć niewolników?
    29 czerwca 983 konsekrowano Wojciecha na biskupa, pierwszego biskupa narodowości czeskiej w Czechach! Wojciech wszedł do swojej biskupiej stolicy, Pragi, boso. A miał wtedy zaledwie 27 lat! Jego dobra biskupie nie były skromne. Pochłaniały je: utrzymanie budynków i sprzętu kościelnego oraz potrzeby kleru. Ważniejsze dla Wojciecha było zaspokojenie potrzeb ubogich, niż własnych. Odwiedzał więzienia i targi niewolników, których los bardzo leżał mu na sercu. Pragę przecinał szlak ze wschodu na zachód. Handlem ludźmi zajmowali się Żydzi, dostarczając krajom mahometańskim niewolników. Pewnej nocy Wojciech miał sen, w którym usłyszał skargę Chrystusa: „Oto ja jestem znowu sprzedany, a ty śpisz?”.
    Przed biskupem Wojciechem stały same trudne wyzwania. Kościół uzależniony był od kaprysów możnych i władcy. Duchowni żenili się jawnie. Możnym konieczne było przypomnienie, że wielożeństwo, wiarołomność i związki małżeńskie z krewnymi są zakazane. Nie liczono się ze świętami, łamano posty…

    Odejścia…
    Mimo starań, napomnień, dawania dobrego przykładu, złe obyczaje nadal się szerzyły. Po pięciu latach rządów (983-988) młody biskup dał za wygraną i opuścił swą stolicę. U samego papieża w Rzymie szukał rady. Poprosił o zwolnienie z obowiązków. Zgody nie otrzymał, ale – dziś byśmy powiedzieli – otrzymał urlop. Wyruszył na pieszą pielgrzymkę do Ziemi Świętej w towarzystwie młodszego, przyrodniego brata Radzima, także duchownego. W drodze spotkał słynnego mnicha bazyliańskiego, św. Nila. Za jego radą – wstąpił do benedyktynów w Rzymie. W Wielką Sobotę roku 990 obaj z bratem złożyli profesję zakonną. Wojciech z łatwością odnalazł się w ciszy klasztornego życia.

    …i powroty
    Nie dane mu jednak było długo zażywać błogiego spokoju. W 992 r. zmarł zastępujący go w Pradze biskup Miśni, Falkold, i Czesi upomnieli się o swojego biskupa. Musiał wracać do Pragi…
    Opuścił klasztor z kilkunastoma zakonnikami z opactwa i założył nowy klasztor w Brzewnowie pod Pragą. Budował kościoły tam, gdzie były osady ludzkie (dotąd były budowane jedynie przy grodach możnych panów). By zapewnić Kościołowi w Czechach stałe dochody, w porozumieniu z księciem wprowadził dziesięciny.  Zaangażował się w posługę misyjną na Węgrzech. Udzielił chrztu (lub bierzmowania – zdania podzielone) św. Stefanowi, przyszłemu władcy Węgier.

    Ciemne chmury…
    W 995 r. na dworze książęcym w Pradze pochwycono na cudzołóstwie kobietę z możnego rodu Werszowców. Chcąc uniknąć śmiertelnego gniewu męża, schroniła się pod skrzydłami biskupa Wojciecha w klasztorze benedyktynek, nieopodal zamku przy kościele św. Jerzego. Nie uratowało to biedaczki. Nasłani siepacze wywlekli ją i zamordowali ją przed kościołem. Wojciech rzucił na nich klątwę.

    A po nich… jeszcze ciemniejsze…
    28 września 995 r. Werszowcowie zemścili się napadając na rodzinny gród Wojciecha. Gród spalono. Ludność zniewolono. Czterech braci Wojciecha wraz z ich żonami i dziećmi – wymordowano… Ocalał tylko najstarszy, nieobecny brat Wojciecha, Sobiebór. A życie Wojciecha także wisiało na włosku.

    Swoi nie chcą…
    Do śmierci papieża Jana XV w 996r. przebywał bezpieczny w Rzymie. Ale nie wszystkim się to podobało. Metropolita Moguncji, św. Willigis, oskarżył Wojciecha, że zbiegł ze swojej stolicy i wymógł – pod groźbą klątwy – jego powrót. Ale Prażanie nie czekali z otwartymi ramionami. Tylko cesarz mógł siłą zaprowadzić porządek i umożliwić bezpieczny powrót do zbuntowanej trzódki. A temu się nie spieszyło. Wojciech po raz kolejny skorzystał z „urlopu” – jako pielgrzym nawiedził we Francji grób św. Marcina w Tours, św. Benedykta we Fleury i św. Dionizego w Saint-Denis pod Paryżem.

    …obcy czekają…
    Czesi nie zgodzili się na jego powrót. Natomiast cesarz i metropolita zezwolili, by udał się do Polski. Było to późną jesienią 996 r. Bolesław Chrobry bardzo życzliwie przyjął przyszłego świętego. Znał go z opowiadań jego rodzonego brata, Sobiebora, któremu udzielał schronienia. Początkowo król widział w Wojciechu pośrednika w misjach dyplomatycznych, ale gdy ten odmówił (chciał pracować wśród pogan!), zdecydowano o próbie nawrócenia Wieletów na zachodzie. Trwająca tam wojna pokrzyżowała plany. Ostatecznie urządzono wyprawę misyjną do Prus.

    …ale nie wszyscy
    Ze świętym biskupem wyruszył  brat, bł. Radzim, i subdiakon Benedykt Bogusza, który – znając język pruski – podjął się roli tłumacza. Osłaniało ich 30 wojów – dar Bolesława Chrobrego. Była wczesna wiosna 997 r. Wisłą dotarli do Gdańska. Tu został Wojciech kilka dni dla głoszenia Ewangelii Pomorzanom. Nim ruszył w drogę – oddalił żołnierzy. Nie chciał nadawać misji charakteru wyprawy wojennej. Wkrótce dziki tłum otoczył misjonarzy i zaczął im złorzeczyć. Jeden z pogan uderzył biskupa wiosłem w plecy, aż mu brewiarz wypadł z rąk. Wojciech zorientował się, że Prusy nie chcą nawrócenia, ale na odwrót do Polski było już a późno.

    Jeśli ziemia odrzuca, Niebo zechce na pewno
    Miejsca męczeńskiej śmierci do dziś pozostaje nieznane. Prawdopodobnie to okolice Elbląga lub Tękit (Tenkitten). 23 kwietnia 997 r. w piątek, o świcie, tuż po odprawionej przez biskupa Wojciecha Mszy św., zbrojny tłum Prusów otoczył misjonarzy. Rzucono się na nich i związano. Ubranego jeszcze w szaty liturgiczne Wojciecha pobito i zawleczono na pobliski pagórek. Pogański kapłan zadał mu śmiertelny cios, po czym 6 włóczni przebiło jego ciało. Jego głowę odcięto, wbito na żerdź i odwrócono w stronę Polski, jako ostrzeżenie. Miał wtedy około 40 lat.
    Bł. Radzim i kapłan Benedykt ocaleli i zostali wypuszczeni na wolność. Zanieśli królowi polskiemu propozycję Prusaków – oddania ciała św. Wojciecha za okupem. Król Polski wykupił ciało męczennika. Zapłacił tyle złota, ile Wojciech ważył. Sprowadził je najpierw do Trzemeszna, a potem uroczyście do Gniezna.
    Na wieść o męczeńskiej śmierci przyjaciela, cesarz Otto III poprosił papieża o kanonizację. Była to pierwsza w dziejach Kościoła kanonizacja ogłoszona przez papieża, a nie jak dotąd – przez miejscowego biskupa.
    Żywot Wojciecha sporządzono na podstawie zeznań naocznych świadków, tj.: bł. Radzima i Benedykta. Papież Sylwester II jeszcze przed rokiem 999 dokonał uroczystego ogłoszenia Wojciecha świętym. Dzień śmierci, 23 kwietnia, stał się dniem narodzenia św. Wojciecha dla Nieba.

    „Krew męczenników jest nasieniem chrześcijan” (Tertulian)
    Św. Wojciech został ogłoszony patronem nowoutworzonej, niezależnej metropolii w Gnieźnie. Została ona uroczyście proklamowana wraz z podległymi jej diecezjami w Krakowie, Kołobrzegu i Wrocławiu w marcu 1000 r. podczas pielgrzymki Ottona III do grobu św. Wojciecha w Gnieźnie i spotkania z Bolesławem Chrobrym. Otton III opuścił Polskę obdarowany relikwią ramienia św. Wojciecha. Jej część umieścił w Akwizgranie, a część na wysepce Tybru w Rzymie. W obu miejscach ufundował kościoły pod wezwaniem św. Wojciecha.
    Św. Wojciech stał się patronem Kościoła w Polsce i jest jednym z trzech głównych jej patronów, obok NMP Królowej Polski i św. Stanisława ze Szczepanowa, biskupa i męczennika. Jest też patronem kilku archidiecezji i diecezji oraz miast.
    Sceny z życia św. Wojciecha zostały uwiecznione na słynnych drzwiach gnieźnieńskich, w 18 obrazach-płaskorzeźbach z brązu. Św. Bruno Bonifacy z Kwerfurtu, również benedyktyn, biskup i przyszły męczennik, napisał około 1004 r. zachowany do dzisiaj „Żywot św. Wojciecha”.

    W ikonografii Święty przedstawiany jest w stroju biskupim, w paliuszu, z pastorałem. Jego atrybuty to także orzeł, wiosło oraz włócznie, od których zginął.

    Źródło: brewiarz.pl, zyciorysy.info