Przejdź do treści
Strona główna » 14 lipca – Św. Kamil de Lellis, prezbiter i zakonnik

14 lipca – Św. Kamil de Lellis, prezbiter i zakonnik

    Co może wyrosnąć z wcześnie osieroconego chłopaka, najemnego żołnierza, hulaki, który przegrał w kości wszystko, nawet broń? Chłopaka, który przyśnił się swej ciężarnej matce, jako herszt bandy skazany na śmierć? Co może wyrosnąć? Oczywiście – Święty 🙂

    (Naj)lepiej późno
    Kamil de Lellis (ur. 25 maja 1550r. w Bucchianico) był długo wyczekiwanym potomkiem. Jego starszy brat zmarł wcześnie, zaś sam Kamil przyszedł na świat, gdy jego matka była już sześćdziesięcioletnią kobietą. To sprawiło, że młody chłopak wcześnie został pozbawiony opieki. Nic dziwi więc, że wkrótce przepadł rodzinny majątek, a Kamil znalazł się w ubóstwie.

    Strachy na lachy
    Stało się to, czego obawiała się jego matka, śniąc w ciąży o swym synu: stał na czele grupy mężczyzn, wszyscy mieli na piersiach czerwone krzyże, którymi oznaczało się wówczas skazanych na śmierć, prowadzonych na egzekucję… I rzeczywiście, Kamil został „hersztem bandy”, ale – daj Panie! – każdemu w takiej „bandzie” się znaleźć.

    Błędy (?) młodości
    Najpierw jednak, jako siedemnastolatek, chwycił za szablę i poszedł w ślady ojca – został najemnym żołnierzem. Walczył dzielnie z Turkami i piratami na Morzu Śródziemnym. Nauczył się przeklinać w siedmiu językach i zasmakował w grze w karty i w kości. Pasja ogołociła go zupełnie. Przegrał wszystko, ponoć nawet broń…

    Dno? Nie, trampolina!
    Zwolniony ze służby z powodu ciężkiej rany nogi – został nędzarzem. Żebrał, by nie umrzeć z głodu. Tak trafił pod kościół Kapucynów w Manfredonii. Tu zaproponowano mu pomoc przy budowie kapucyńskiego klasztoru. I to była pierwsza jaskółka zwiastująca przemianę! Kamil nie tylko pomagał zakonnikom, ale także poznał ich życie, pełne radości i pokoju wypływającego z obcowania z Bogiem. Zupełnego, cudownego nawrócenia doznał 2 lutego 1575 r. w drodze powrotnej z konwentu San Giovanni Rotondo do Manfredonii.

    Zakon? Nie, szpital…
    Zdecydował o wstąpieniu do zakonu, ale Bóg miał inne plany. Rana w nodze znów się odnowiła i zamiast do zakonu trafił do szpitala św. Jakuba w Rzymie. Przez wzgląd na poprzedni tam pobyt – gdy dał się poznać jako krnąbrny i porywczy żołnierz – nie został przyjęty z otwartymi ramionami. Tym razem jednak było zupełnie inaczej. W ciągu czterech lat, jakie spędził w szpitalu, ze zwykłego chorego stał się gorliwym sługą innych chorych; przejętym ich losem jak matka cierpieniem jedynego dziecka. W cierpiących zaczął widzieć Chrystusa.

    Stowarzyszenie
    Był dla chorych nie tylko pielęgniarzem, ale także niósł słowo otuchy i wsparcia. Powoli kiełkowało w nim powołanie, szczególnie, że mógł z bliska towarzyszyć cierpieniu i odrzuceniu. Żałował: Że też nie mam stu ramion, aby nieść pomoc tym biednym, którzy wzywają pomocy.”. Wyszedł mu naprzeciw Bóg. Zgromadził wokół niego mężczyzn, którzy jak on wyznawali: „Za łaską Bożą bowiem pragniemy służyć wszystkim cierpiącym z miłością, jaką kochająca matka darzy swe jedyne dziecko.”. W 1582 r. wraz z pięcioma towarzyszami Kamil powołał Stowarzyszenie dla pielęgnowania chorych.

    Odrzucenie
    Nie wszystkim było w smak zaangażowanie i oddanie Kamila i jego towarzyszy. Ich pełna miłosierdzia i miłości bliźniego posługa raziła, była nie do pogodzenia z oziębłością reszty szpitalnego personelu. Stowarzyszenie zostało zmuszone do opuszczenia szpitala. Czy się poddali? Ależ skąd! Przecież chorych i wykluczonych nędzarzy nigdy nie brakowało. Kamil przez lata pielęgniarskiej praktyki, ale i z pewnością prowadzony przez Boga, umiał rozpoznać wiele chorób i zastosować prawidłowe leczenie.

    „Największym złem, jakie mogłoby mnie spotkać, jest niemożność czynienia innym miłosierdzia.”
    Trudy życia zahartowały go tak, że żadne przeciwności nie były w stanie zawrócić go z raz obranego kursu. Nie poddał się nawet, gdy opuścił go jego spowiednik, św. Filip Nereusz. Aby móc w pełni posługiwać swym cierpiącym i umierającym podopiecznym, także w kwestii zapewnienia sakramentów i pochówku, ukończył w Kolegium Rzymskim teologię i w 1584 r., w wieku 34 lat, otrzymał święcenia kapłańskie.

    Zgromadzenie
    W 1585 r. Kamil z towarzyszami osiedlili się w małym domu nad brzegiem Tybru. Otwartym dla wszystkich potrzebujących: ubogich, chorych i głodnych. Tym razem stali się solą w oku urzędników rzymskich, a Kamil zyskał przezwisko „uśmiechnięty dziwak”. Jednak papież Sykstus V w 1586 r. zatwierdził Stowarzyszenie Sług Chorych jako zgromadzenie religijne wraz z regułami i pozwolił im nosić czarne habity Kleryków Regularnych z czerwonym krzyżem na piersi, jako znak ich kościelnego posłannictwa. Taka to była z nich „banda”, która niegdyś zatrwożyła matczyne serce…

    Zakon
    Kolejny papież Grzegorz XIV, kilka lat później, Stowarzyszenie podniósł do rangi zakonu. Kamilianie składali cztery śluby: ubóstwa, czystości i posłuszeństwa oraz ślub opieki nad chorymi. Ten ostatni ślub „wiecznej obecności ciałem i duszą przy chorych, nawet zarażonych” był z heroicznością wypełniany. W tamtych czasach jedna zaraza goniła drugą, zakonnicy tworzyli więc żywy mur odgradzający zdrowych od chorych. Kamil zawsze był na pierwszej linii walki, spał po trzy godziny na twardej ławie, zawsze gotów do niesienia pomocy. Umierających zanosił do szpitala na własnych rękach. Gdy zamykano przed nim drzwi prowadzące do chorego, wchodził oknem. Leczonym zapewniał czystość, świeże powietrze i światło.

    „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13)
    Dwustu dwudziestu trzech „ojców od dobrej śmierci”, jak nazywano kamilianów, wskutek zarażenia oddało życie. Kamil założył sześćdziesiąt pięć szpitali dla zakaźnie chorych i konających, wraz z domami zakonnymi. Tam, gdzie inni zakładali zasłony na twarze, jego duchowi synowie szli odważnie walczyć ze śmiercią o ciało chorego i z szatanem o jego duszę. Sam Kamil słynął z niespotykanej mocy. Nawet książęta pragnęli umierać w jego ramionach, bo powszechne było przekonanie, że z jego ramion nikt nie idzie do piekła. Posiadał także dar proroctwa i dar uzdrawiania.

    „Daj Boże, abym mógł umierać z rękami zniszczonymi przez miłosierdzie.”
    Jego pragnieniu stało się zadość. Wypalony do cna z miłości do bliźniego, odszedł do Pana 14 lipca 1614 r. Trumnę „ojca ubogich” musiała chronić policja przed naporem tłumu. Jego serce wyjęto i umieszczono w specjalnym relikwiarzu. Papież Benedykt XIV dokonał beatyfikacji, a w 1746 r. kanonizacji Kamila. Wkrótce po kanonizacji powstało arcybractwo kamilianów, któremu patronuje Maryja jako Uzdrowienie Chorych. Powstał także zakon żeński kamilianek. Leon XIII w 1886 r. ogłosił św. Kamila patronem szpitali i chorych, a Pius XI w 1930 r. patronem pielęgniarek i pielęgniarzy.

    Czy wiesz, że jego kult w Polsce jest szczególnie silny w Zabrzu? Tam spoczywają relikwie serca Św. Kamila, a samo miasto słynie z wkładu w rozwój polskiej kardiologii i kardiochirurgii.
    Przypadek? 🙂

    Źródło: brewiarz.pl, PCh24.pl, Adonai.pl, kamilianie.eu